ŚWIADECTWA

Dzielenie się dobrem

Świadectwo wiary wypływa z miłości do Boga i drugiego człowieka. Dzielenie się swoim doświadczeniem Boga porządkuje własne wnętrze, pomaga w codziennym praktykowaniu wdzięczności i przypomina o otrzymanych łaskach. Opowiadanie o tym, jak Bóg działa w codziennym życiu, czyni wiarę żywą i namacalną dla innych. Słowa świadectwa mogą zainspirować drugiego człowieka, pomóc mu w trudnych chwilach i odnaleźć sens życia.

Świadectwo uzdrowienia Janiny

Cud w pińczowskim szpitalu (do lat 90-tych, szpital mieścił się w tej części klasztoru, w której obecnie jest nasz ośrodek rekolekcyjny)

W końcu 1946 roku do szpitala trafiła dwuletnia dziewczynka Janina Wiśniewska, chora na dyfteryt. Dr Generowicz zrobił to, co można było w tamtej chwili – wykonał tracheotomie – a do rodziny powiedział – córka jest w agonii, została wam tylko modlitwa. Módlcie się w jej intencji. Tatach niech przygotuje się na jutro z rana do przewozu córki ze szpitala na stację wąskotorowej kolejki, a ja przygotuję pobyt dziewczynki w najlepszym krakowskim szpitalu. Jeżeli dziecko przeżyje do rana, przewieziemy ją do do Krakowa. Jedynie tam będzie można próbować ratować Janinke.

Stan dziecka był beznadziejny. Doszło do śmierci klinicznej. Pielęgniarka, siostra Hildegarda Pelagia Kotewicz, pod poduszkę dziecka wsunęła obrazek z podobizną św. bp. Józefa Sebastiana Pelczara i zaczęła się modlić o jego wstawiennictwo, by dziewczynka wyzdrowiała.

Tym czasem dr Generowicz zadzwonił do Krakowa, do znajomego dr Wiktora Hassmana, aby przekazać co się dzieje. Ustalił z nim, że jeżeli dziewczynka przeżyje noc – przetransportują ją do jego kliniki.

Rankiem 12 stycznia 1947 roku dziewczynka niespodziewanie podniosła się i poprosiła o jedzenie. Badania medyczne potwierdziły, że dziecko jest zdrowe. Dyrektor szpitala dr Jarosław Generowicz, w tej niezwykłej sytuacji, skierował dziecko do krakowskiej kliniki laryngologicznej.

Gdy dziewczynka dotarło do Krakowa, na peronie czekała już karetka, która przewiozła ją na dalsze leczenie. W klinice dr Wiktor Hassman stwierdził, że dziecko jest zdrowe i usunął rurkę z tchawicy dziewczynki.

Cud ten został uznany przez Kościół i dzięki temu, bp Józef Sebastian Pelczar mógł zostać ogłoszony błogosławionym. Beatyfikacji sługi Bożego bpa Józefa Sebastiana Pelczara dokonał Ojciec święty Jan Paweł II, drugiego czerwca 1991 roku, w Rzeszowie. 

Watykańska Konsulta Lekarska po przestudiowaniu tego przypadku stwierdziła, że nie da się go wyjaśnić w oparciu o aktualną wiedzę medyczną. Powyższy cud, który miał miejsce w zaciszu sali szpitalnej na ziemi pińczowskiej otworzył drogę do beatyfikacji wielkiego świętego – rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego Józefa Sebastiana Pelczara, Założyciela Zgromadzenia, której dokonał papież Jan Paweł II w Rzeszowie 2 czerwca 1991 r. podczas czwartej pielgrzymki do ojczyzny.

Moja osiemnastoletnia córka zachorowała na bulimię. Byłam […] bezradna wobec tej choroby i bardzo to przeżywałam. Chciałam pomóc córce, ale nie odnosiło to niestety skutku. W międzyczasie przyjechał do nas znajomy i opowiedział mi o Mszy Świętej, na której jego żona została uzdrowiona z guza piersi. Od razu postanowiłam pojechać z prośbą o pomoc dla mojej córki. 

W czasie Mszy Świętej modliłam się o jej uzdrowienie. Nie mogąc powstrzymać emocji, płakałam. Gdy o. Józef dotknął mojego czoła, spłynął na mnie dziwny spokój. Przestałam płakać i uspokoiłam się. Od tej Mszy Świętej córka przestała wymiotować. Nastąpiła znaczna poprawa. W czasie tej mszy ja również doznałam uzdrowienia. Od dłuższego czasu bardzo cierpła mi lewa ręka. Nie mogłam normalnie funkcjonować. W czasie mszy zrobiło mi się gorąco i ta ręka mocno mi ścierpła, a potem wszystkie dolegliwości ustąpiły.

Dziękuję za wszystkie doznane łaski i proszę o zdrowie i błogosławieństwo dla nas i dla o. Józefa, żeby wszechmogący Bóg za jego pośrednictwem uzdrowił nasze dusze i ciała.

 Chciałam dać świadectwo mojego uzdrowienia na Mszy Świętej w Łodzi w kościele oo. Pasjonistów, którą odprawiał i modlił się o uzdrowienie o. Józef Witko.

Od kilku tygodni bolały mnie stawy biodrowe i lewe kolano. Bóle te były nieznanego pochodzenia, ponieważ nie doznałam żadnego urazu. Najpierw zaczął mnie boleć prawy staw biodrowy, później dołączył ból lewego stawu, tak że czasem musiałam się w ciągu dnia położyć, ale nawet wtedy czułam rwanie w tych stawach. Zaczęłam się obawiać, czy nie będzie mi groziło wszczepienie endoprotez. Ponadto bolało mnie lewe kolano. Coś mi w nim przeszkadzało. Nie mogłam klękać do modlitwy […] w Kościele, ale się wstydziłam, więc klękałam na siłę. Ból był nieznośny, przeszywający. Robiło mi się aż gorąco, gdy klękałam, a łzy stawały [mi] w oczach. Nie poszłam do lekarza, bo wiadomo, jakie są terminy wizyt. Znosiłam to cierpliwie, czasem tylko smarowałam maścią i zawijałam bandażem na noc, ale niewiele to pomagało.

Na mszę przyszłam między innymi w intencji uzdrowienia z tych bóli, a także w intencji rodziny – o jej nawrócenie. Na Mszy Świętej poczułam w sobie działanie Ducha Świętego. Moje ciało kołysało się i drżało, ale [było] to miłe, kojące uczucie. Przyszłam wtedy bardzo zmęczona, a wyszłam rozradowana, spokojna i wypoczęta. Jakiś ciężar został mi odebrany. Po kilku dniach zauważyłam, że bóle mi już nie dokuczają, nic mnie nie rwie w stawach. Kolano normalnie się zgina. Mogę klękać, chodzić, tańczyć i tak dalej. Rodzina jeszcze się nie nawróciła, ale panuje w niej większy spokój. Dalej będę się o nią modlić.

Byłam na mszy z modlitwą o uzdrowienie z o. Józefem i wtedy Ojciec powiedział, że końcowe nałożenie rąk i błogosławieństwo będzie dla nas jakby taką pieczęcią uzdrowienia. Wówczas moje serce zalała taka fala ciepła. Było to bardzo miłe, delikatne ciepło, które promieniowało aż do jamy brzusznej. Nie było mi gorąco, nie spociłam się. To było takie dotknięcie miłości i ciepła. Później podchodziliśmy do o. Józefa, żeby nałożył na nas ręce. Podeszłam z mężem, zamknęłam oczy. Ojciec mnie pobłogosławił. Mąż powiedział, że Ojciec uczynił znak krzyża na moim sercu.

Dziękuję Bogu za posługę o. Józef, bo Bóg zawsze ma dla mnie jakieś słowa, które przez tego kapłana wypowiada. Każda taka Msza Święta i kazanie są dla mnie formą rekolekcji, napełnienia się Słowem Bożym, poniesieniem na duchu i uleczeniem ciała. Chcę również dodać, że zostałam uzdrowiona z guza piersi w kwietniu 2015 roku, dałam już o tym świadectwo wcześniej.

Chwała za wszystko Bogu Ojcu i Jezusowi oraz Duchowi Świętemu. I jeszcze raz dziękuję za posługę o. Witko. Jest nam bardzo potrzebny, niech go Bóg otacza opieką i umacnia.

Witam, chciałam dać świadectwo uzdrowienia z choroby przełyku Barretta. Będąc na mszy o uzdrowienie z o. Józefem na Ursynowie w kościele Ofiarowania Pańskiego. Był to mój pierwszy raz, kiedy zdecydowałam się na pójście na tego typu mszę i nie wiedziałam, jak to będzie wyglądało. Zaraz na początku o. Józef powiedział, że będzie się modlił za osobę z chorobą przełyku Barretta. Wydawało mi się to dość dużym zbiegiem okoliczności, zwłaszcza że nie napisałam prośby o taką modlitwę. Zresztą nawet nic nie wiedziałam o takiej mszy. Dowiedziałam się o niej tego samego dnia

Od 2006 roku leczyłam się na refluks przełyku, który w 2013 roku przybrał formę przełyku Barretta. Mój stan był na tyle zły,  że pokarm wypływał mi z żołądka jak tylko kładłam się do łóżka. Każde jedzenie wiązało się z potwornym bólem i paleniem w przełyku oraz ogromnym bólem w klatce piersiowej. Szukałam wytłumaczenia innymi chorobami, na przykład serca, ale wszystko było w porządku. W 2013 roku w trakcie gastroskopii lekarz zdiagnozował chorobę nowotworową przełyku, która finalnie nie została potwierdzona w badaniu histologicznym, jednak poddałam się leczeniu w Instytucie Gastroenterologii w Warszawie. Po rocznym leczeniu choroby i wskazaniach co do radykalnej zmiany diety i sposobu odżywiania, miałam powtórnie zgłosić się na badania kontrolne za około rok. Na początku 2016 roku sytuacja ponownie się powtórzyła i zaczęłam szukać kolejnego specjalisty, ponieważ w instytucie powiedziano mi, że rozwiązaniem jest operacja przełyku. Stan się pogarszał, a ja ponownie zaczęłam mieć duże bóle w klatce piersiowej i problemy z paleniem w przełyku.

Znalazłam lekarza i finalnie poszłam na kolejną gastroskopię, która wykazała bardzo duży stan zapalny i powrót choroby. Niestety był na tyle duży, że nie można było pobrać wycinków do diagnozy. Profesor, w celu jego zaleczenia, tak aby można było przeprowadzić badanie, zastosował kuracje lekami Dexilant 60 mg, Prokit 50 mg; dodatkowo Esoxx One.

W trakcie Mszy Świętej ojciec  mówił o tym, że wszyscy jesteśmy uzdrowieni i tylko od nas zależy, czy zabierzemy choroby ze sobą do domu. W momencie gdy zdecydowałam się oddać Bogu moje sprawy, nastąpiło nagłe oczyszczenie w postaci gorączki, ogromnych potów i kaszlu, który trwał aż do momentu ukończenia modlitwy. W tym momencie nie zdawałam sobie sprawy z tego, co się ze mną dzieje, tylko wiedziałam, że nie chcę zabierać moich myśli do domu, że Jezus zadziałał tak, jak chciał, a ja się mu zupełnie oddaję. Nie myślałam wtedy o chorobie przełyku, bo wydawało mi się to zbyt dużym zbiegiem okoliczności. Myślałam o oddaniu całkowitym mojego umysłu i natrętnych myśli, które mnie ostatnio często nachodziły. Myśli odeszły jak ręką odjął, więc potraktowałam to wydarzenie w kościele jako działanie oczyszczające z natrętnych myśli.

Po dwóch tygodniach miałam wizytę kontrolną i gastroskopię i wtedy dotarło do mnie, że ja jestem zdrowa, i to właśnie w trakcie mszy stało się uzdrowienie mnie z choroby przełyku. Wiedziałam, że badanie nic nie wykaże. Po badaniu zapytałam lekarza trzykrotnie, czy coś jest, a on powiedział, że choroba całkowicie zniknęła. Powiedziałam mu o uzdrowieniu, a on odpowiedział, że „czasami cuda się zdarzają”. Wytłumaczył mi, że pobrał wycinki, ale według niego nic nie będzie, bo jest całkowicie czysto, jakby choroby nigdy nie było.

Lekarz gastrolog potwierdził, że choroba zniknęła, i [powiedział,] że powinnam przyjść na kontrolę za trzy lata. Był tak szczęśliwy, że nie mógł oderwać oczu od obu wyników, i cieszył się jak dziecko. Na pytanie, czy to możliwe, aby stan się tak zmienił w ciągu kilku tygodni, zaczął argumentować, że idealnie dobrał leki i profilaktykę. Ja wierzę, że jest to ewidentne działanie Boga.

Miałam wiele wątpliwości i czasem nachodziły mnie takie myśli, że powątpiewałam w przeszłość i istnienie choroby. Byłam na kolejnej mszy o. Józefa 10 maja 2017 roku, na której znowu odpowiadał na moje pytania w głowie dotyczące wewnętrznego podważania uleczeń, ale jak sobie przypomnę, co przeżywałam, jak się męczyłam i jak pokarm wylewał mi się z ust na poduszkę, ile przepłakałam nocy, krzycząc, że nie chcę umierać, to przestaję mieć wątpliwości, że te podważania to dzieło szatana. Od tego czasu uwielbiam codziennie Boga, szukam jego woli i wierzę, że dał mi druga szansę.

Moje nowe życie rozpoczęło się w marcu, w klasztorze oo. Franciszkanów w Kętach. Przygnieciony ogromem ciężaru zwykłego życia i grzechu postanowiłem szukać ratunku w spowiedzi świętej. Moja spowiedź wyglądała jak głośne wołanie o pomoc. Przez wiele lat nie przystępowałem do spowiedzi. [Miałem] problemy z pornografią i masturbacją. Do Kościoła chodziłem, ale obecny byłem tylko ciałem. Nie potrafiłem się modlić. Bardzo często podczas Mszy Świętej prosiłem Matkę Bożą o dar rozumu. Tak się stało, że trafiłem na mszę z modlitwą o uzdrowienie odprawianą przez o. Józefa w Kętach. Po nałożeniu rąk mój problem, a raczej problemy odeszły. Pomimo że często korzystam z Internetu, nie przeglądam stron pornograficznych, jak również nie masturbuję się. Po prostu nie czuję takiej potrzeby i jestem szczęśliwy z tego powodu. Odczuwam głęboką potrzebę modlitwy. Bywam w kościele kilka razy w tygodniu, gdzie modlę się nawet kilka godzin, co nie stanowi dla mnie problemu. Najczęstszymi intencjami są modlitwy o nawrócenie osób mi najbliższych oraz dalszych znajomych. Potrzeba spowiedzi to następny dar, który otrzymałem. Jeżeli zgrzeszę, to staram się jak najszybciej pójść do spowiedzi i dopiero po spowiedzi czuję się człowiekiem wolnym i mogę oddychać pełną piersią.

Pragnienie czytania Pisma Świętego – ta część mojego poznawania Boga była niezwykła. Następnego dnia po uzdrowieniu wziąłem do ręki Pismo Święte i zacząłem czytać. Po około trzydziestu kartkach zrozumiałem, że nie zdążę wszystkiego za jednym razem przeczytać, i zacząłem oglądać film o Ewangelii św. Jana – wynikało to nie z pójścia na łatwiznę, lecz z pragnienia poznania Pisma Świętego. Gdy czytam, staram się rozmyślać nad każdym wypowiedzianym słowem i zastanawiam się, czy ja postępuję tak, jak On nauczał. Często płaczę, gdy pomyślę, jak bardzo grzeszyłem oraz jak okrutnie potraktowałem Pana Jezusa. Podczas pieśni Jezu, ufam Tobie mam natychmiast łzy w oczach i nie wiem, gdzie mam chować oczy, aby inni wierni na mnie nie patrzyli jak na dziwaka. Ale ja naprawdę kocham Pana Jezusa. Pewnego razu podczas Mszy Świętej, gdy śpiewano pieśń, tak pięknie brzmiała, jakby aniołowie ją śpiewali i poczułem ogromną miłość do wszystkich zgromadzonych w Kościele. Wiem, że to była miłość, którą kocha nas nasz Pan Jezus. Trwało to około pięciu–dziesięciu sekund, ale było to uczucie, w którym chciałoby się trwać wiecznie. Po tym zdarzeniu natychmiast zrozumiałem, dlaczego widząca Vicka z Medjugorje uśmiecha się do ludzi i ich całuje. Od niedawna zacząłem czytać dzienniki s. Faustyny. Jest to niesamowita pomoc dla mnie w zrozumieniu słów Pana Jezusa. Do niedawna nie mogłem znaleźć odpowiedzi na wiele pytań. Teraz dostaję ją niemalże natychmiast w Piśmie Świętym. Nie wiem, w jaki sposób spożytkować moje nawrócenie, aby wspomóc innych w powrocie do Boga. Na razie modlę się za nich i staram się swoim życiem dać przykład, że warto wierzyć w Boga, który nas kocha i czeka na nas w niebie.

Bóg zapłać Ojcu za wszystko, co Ojciec uczynił dla mnie poprzez Pana naszego Jezusa Chrystusa.

Z Panem Bogiem. 

Wybrałam się na rekolekcje z o. Józefem do Pruszkowa. Ponieważ dojeżdżałam, zadałam sobie trochę trudu, więc zapragnęłam owocnego przeżycia tych rekolekcji i stało się: gdy o. Józef wypowiedział słowa, że to nie lekarz uzdrawia (lekarza leczy), tylko sam Pan Jezus, mnie to słowo zainteresowało. Pomyślałam sobie, że skoro Pan Jezus uzdrawia, to leki nie są potrzebne. Jak zajadę do domu, to je wyrzucę. I tak zrobiłam.

Cztery lata już jest, jak nie biorę żadnych leków I nie chodzę nigdzie do lekarza. Moim lekarzem jest Pan Jezus. W moim życiu rodzinnym wydarzyła się trudna sytuacja, załamałam się, wpadłam w depresję. Pan Jezus mnie uzdrowił i przyszedł do mnie. Jezus Miłosierny jest obecny w moim życiu, prowadzi mnie

Chciałam dać świadectwo, jak cudowny Pan dotyka, a tym samym uzdrawia mnie, moją rodzinę. Dla mnie każda Msza Święta w Kętach jest wielkim przeżyciem. Dziękuję o. Józefowi, który jest pośrednikiem między ludźmi a panem Bogiem, za piękną modlitwę.

 Nie wiem, czym zasłużyłam na tak wiele łask uzdrowienia, które dostałam od Pana Jezusa na Mszach Świętych w Kętach. Może […] przebaczeniem osobom, które wyrządziły mi bardzo dużo złego w ciągu mojego życia. Wybaczałam zupełnie, z całego serca, bez odrobiny pomyślenia o tym, czego od nich doświadczyłam, pod koniec ich życia pomagałam, modliłam się za nich.

Na Msze Święte w intencji uzdrowienia jeżdżę z myślą o mojej rodzinie. Brat, córka – chorzy na stwardnienie rozsiane. Synek ponad dziesięć lat [jest] bez ślubu kościelnego w związku i masa problemów u nich dochodzi. Dlatego mało myślę o sobie. Miałam w nodze zapalenie ścięgna Achillesa i ostrogę w pięcie w tym samym czasie. Ból niesamowity przy każdym stuknięciu. Zabiegi, lampy nic nie pomagały. Do autokaru jadącego do Kęt ledwie doszłam. Na koniec Mszy Świętej 5 września 2013 roku o. Józef powiedział: „Kogoś bolała bardzo noga, ale będzie dobrze, ból minie”. Wtedy pomyślałam, że to jestem ja, choć były tłumy ludzi. Pan Jezus dotknął mnie. Gdy siadałam w autokarze, przez nogę przeszło gorąco i postawiłam nogę tak, jakby była zdrowa, ból odszedł. Bądź uwielbiony, Panie Jezu! 

Największym cudem jest ślub kościelny mojego syna, który przez piętnaście lat żył w związku niesakramentalnym, i Komunia Święta jego córki. Dla mnie to wielka radość. Najświętsza Panienka wyprostowała jego życiowe drogi.

Pragnę podziękować najukochańszemu Panu Jezusowi za łaski uzdrowienia. Bogu niech będzie chwała i dziękczynienie za łaski, którymi nas obdarzył. Bądź uwielbiony, Panie Jezu.

Pragnę opowiedzieć jak wielką miłością obdarzył mnie Pan Jezus. Doświadczyłam również Jego wielkiego miłosierdzia.

Jestem mężatką od ponad 5 lat. Z problemami kobiecymi borykam się od dziecka. Jestem po trzech zabiegach ginekologicznych. Rozpoczęliśmy z mężem starania o potomstwo. Mimo że udało się bez większych problemów, po kilku tygodniach przyszedł płacz, ból i rozczarowanie – poronienie. Potem drugie, trzecie i czwarte. Co ja takiego  zrobiłam, Boże? Dlaczego inne, które nie chcą, mają i wyrzucają do śmietnika, a mnie zabierasz moje dzieci? Stałam się  nerwowa i płaczliwa. Coraz częściej kłóciłam się z mężem. Zaczęliśmy się leczyć, ale to wiązało się z silną presją. Żyliśmy według kalendarza, a to powodowało coraz większe kłótnie. Przełomem był nasz pierwszy wyjazd do Medjugorie. Wróciłam pełna nadziei, wiary i miłości Matki Najświętszej. Po powrocie znajoma powiedziała mi o Mszach Św. z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie, które odbywają się w Jarosławiu. Strasznie mnie tam ciągło. W listopadzie 2015r. Pojechałam po raz pierwszy. Doświadczyłam spoczynku w Duchu Św. Uczucia radości i pokoju, którego wówczas doświadczyłam, nie da się opisać. O. Józef powiedział wówczas, żeby położyć dłonie w miejsce, które nas boli. W tamtym czasie miałam cystę na jajniku. Robiłam później USG wiele razy. Po cyście nie było śladu. Nigdy wcześniej nie zdarzyło się, by cysta u mnie samoczynnie nie zanikła.

Później czułam potrzebę uczestniczenia w tej mszy co miesiąc. Na czuwaniu w Wigilię Zesłania Ducha Św. O. Witko powiedział, że są tu małżeństwa, które Pan obdarzy licznym potomstwem. Po nim miałam ogromną potrzebę skorzystania z sakramentu pokuty, mimo że byłam całkiem niedawno. Musiałam wyznać, że jako dziecko wróżyłyśmy sobie z koleżankami z obrączki, ile każda z nas będzie mieć dzieci. Spowiedź przyniosła mi wielką ulgę. Dziś jestem w czwartym miesiącu ciąży.

Pragnę podziękować Bogu Ojcu, Synowi i Duchowi Świętemu za otrzymane łaski i Msze Św. z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie.

Od 20 roku życia doskwierał mi ból kręgosłupa, który z czasem stawał się coraz bardziej nieznośny. Zdiagnozowano przepuklinę kręgosłupa z uciskiem na worek oponowy.

Bóle uniemożliwiały mi normalne funkcjonowanie. Problemem było wykonywanie codziennych czynności, jazda samochodem, czy nawet siedzenie. Zdarzały się bolesne skurcze mięśni powodujące sztywność mięśni i potworny ból, na który nie pomagały żadne leki.

W końcu trafiłam na Mszę Św. z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie. Pojechałam tam w konkretnym celu – modlić się, by Bóg zabrał ode mnie chorobę. Teraz widzę, że potraktowałam Boga jako narzędzie do odzyskania zdrowia, bo tylko na tym mi wówczas zależało.

Podczas modlitwy padły słowa poznania: „Jezus dotyka osoby, które są tu pierwszy raz i mają chory kręgosłup. Jest tu kilka takich osób…”. Uchwyciłam się tych słów i uwierzyłam. Podczas mszy nie odczuwałam żadnych objawów, powiem szczerze, że nawet się trochę nudziłam.

Pan jednak uzdrowienia dokonał w inny sposób. Najpierw zaczął uzdrawiać moje serce, które wówczas było daleko od Niego. Zaczęłam odczuwać Jego Miłość. Myślałam o Nim ciągle i chciałam być blisko Niego. Zaczął się proces mojej przemiany. Zaczęłam chodzić w niedzielę do Kościoła nie z obowiązku, a z miłości do Boga. Pragnęłam spotkania z Nim. Moja modlitwa również uległa zmianie. Pragnęłam się modlić. Jezus stawał się mi coraz bliższy.

Po jakimś czasie choroba sama odeszła. Ja zajęłam się Bogiem, a Bóg zajął się moją chorobą. I stan ten trwa do dziś. Nie czuję dolegliwości, nie biorę leków, nie korzystam z fizykoterapii. Wcześniej zdarzało mi się pytać dlaczego mnie to spotkało. Co będzie dalej? Jak będę mogła się zająć czwórką małych dzieci? Dziś wiem dlaczego i dziękuję za tę chorobę. Dzięki niej odkryłam Ciebie jako największe szczęście, którego zawsze szukałam.

Chwała Panu!

W ubiegłym roku chorowałam na zwyrodnienie stawu kolanowego. Leżałam szpitalu. Przez pewien czas poruszałam się o kuli. Później co ranek odczuwałam pewną sztywność kolana.

W czerwcu brałam udział w rekolekcjach, którym przewodniczył O. Józef Witko. Podczas Mszy Św. z modlitwą o uzdrowienie, Ojciec powiedział, że Pan uzdrawia chore kolana. Nie czułam wówczas niczego nadzwyczajnego. Dopiero kilka dni później uświadomiłam sobie, że kolano z rana nie jest już sztywne i mogę normalnie chodzić.

Z całego serca dziękuję Panu Jezusowi za to uzdrowienie. Chwała Panu!

Niemalże dwa lata temu brałam udział we Mszy Św. z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie w Jarosławiu. Chorowałam wówczas przewlekle na niedoczynność tarczycy – Hashimoto. Modliłam się wówczas, by Duch Św. pomógł mi uwielbiać Boga, bo jakoś nie potrafiłam się modlić we własnej intencji.

Moje serce napełniło się radością i pokojem. Cieszyłam się z obcowania z Bogiem. Nie myślałam o chorobie. Podczas modlitwy bardzo zabolało mnie gardło i lewa nerka. Ojciec Józef powiedział wówczas, że osoby, które poczuły ukłucie w tych miejscach zostały uzdrowione. W duchu podziękowałam za uzdrowienie, ale nie wiedziałam jak mam odstawić leki.

Niedługo potem zaczęłam się źle czuć. Miałam tachykardię i strasznie schudłam. Okazało się, że powodem były przyjmowane leki. Stopniowo zmniejszano mi dawkę aż w końcu leki nie były już potrzebne. Minęło pół roku i nadal nie są. Na wizycie kontrolnej usłyszałam, że to nie możliwe, jednak USG tarczycy potwierdziło, że jestem zdrowa. Bóg działa, gdy medycyna nic już nie może zrobić. Wystarczy mieć otwarte serce na przyjęcie tego, co Bóg chce nam ofiarować.

 

Chodziłam o kulach. W wyniku wypadku usunięto łękotkę. Miałam również problemy ze stawem. Lekarze mówili, że nigdy już nie uklęknę, nie będę mogła kucać. Zawsze będę utykać.

Kilka miesięcy po operacji wybrałam się na rekolekcje do Zembrzyc. Noga była spuchnięta, bolała. Nie wykonywałam zalecanych ćwiczeń. Czułam się rozbita i zastanawiałam się po co w ogóle przyjechałam.

Ostatniego dnia rekolekcji było wystawienie Najświętszego Sakramentu. Wszyscy uwielbiali Boga. Oparłam się o filar, kule odłożyłam na ziemi i uczestniczyłam w modlitwie. Nagle przed oczami stanął mi obraz. Widziałam łódź , na której stał Św. Piotr. Usłyszałam głos: „Nie lękaj się. Ja jestem. Nie bój się”. Zaczęłam sunąć jedną nogą, później drugą. Uwierzyłam w to, co usłyszałam i sama doszłam do Najświętszego Sakramentu. Dwa miesiące po tym zdarzeniu uklękłam po raz pierwszy. Dziś nie kuleję. Chodzę, a nawet biegam.

Z całego serca dziękuję Panu Bogi i Matce Bożej za uzdrowienie.

Kiedy stwierdzono u mnie polipa, nie mogłam oddychać. Cały czas brałam leki, jednak nie było poprawy. W końcu lekarz stwierdził, że konieczna jest operacja, bo zarówno polip jak i obrzęk były spore.  W kwietniu brałam udział we Mszy Św. z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie. Wróciłam z niej pełna radości i optymizmu, że wszystko będzie dobrze.  W maju miałam się wstawić na operację. Dzień przed wyznaczonym terminem lekarz zrobił punkcję i okazało się, że polipa nie ma. Lekarz poprosił mnie na rozmowę. Powiedział, że nie wie jakim cudem, ale dolegliwość zniknęła. Dodał również, że na pewno nie wysuszyły go leki, które do tej pory brałam. Wtedy uwierzyłam, że zostałam uzdrowiona przez Pana Boga. W sierpniu powtórzyłam tomografię komputerową. Nie wykryto żadnych zmian. Przestałam brać leki. Wszelkie dolegliwości związane z nosem i oddychaniem ustąpiły.

Dziękuję Ci Boże za łaskę uzdrowienia. Wiem, że jesteś ze mną każdego dnia.

Jestem osobą konsekrowaną. We Mszach Św. z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie biorę udział od trzech lat. Byłam również, na czuwaniach nocnych w Jarosławiu i to właśnie tam Jezus obdarował mnie łaską uzdrowienia, potwierdzając to słowem poznania.

Miałam problemy ze snem. Wszystko zaczęło się po powrocie od mamy. Mama ma problemy ze zbieractwem i w domu trzyma sporo dziwnych, niepotrzebnych rzeczy. Spowiednik zasugerował, żebym wyrzuciła wszystkie rzeczy, które mogą być szkodliwe i okultystyczne. Tak też zrobiłam. Od tamtego czasu coś mnie budziło w nocy. Byłam przekonana, że coś mnie łapie za nogę i szarpie.

Podczas modlitwy O. Józef powiedział: „Jezus dotyka osobę, która ma problem ze snem i myśli, że to od złych duchów”. Tak właśnie było w moim przypadku. Po modlitwie i słowach poznania problemy ze snem zniknęły.  Chwała Jezusowi za wybawienie mnie od lęku i presji.

 

Podczas kolejnej Mszy prosiłam Boga, by przemienił moje serce. Wpatrywałam się w Monstrancję i poczułam nagle, jakby ktoś wyrywał mi je z piersi. W tym momencie Ojciec powiedział, że Pan Jezus dotyka wiele serc…

Od lat borykałam się z grzechem masturbacji i  obsesyjnych myśli nieczystych. Nie potrafiłam się od tego uwolnić, a jako osoba konsekrowana cierpiałam z tego powodu podwójnie. Uczęszczałam na psychoterapię. Próbowano mi wmówić, że w moim przypadku to nie jest grzech. Dokładniejsze badania nie potwierdziły jednak żadnej dewiacji. Wtedy zrozumiałam, że tylko Jezus jest moim ratunkiem.

Na pewno wpływ na mnie miały wydarzenia z przeszłości. Grzech kazirodztwa, koszmar molestowania seksualnego przez pana kościelnego… Robiłam coś przez długie lata wbrew swojej woli. Byłam przekonana, że duch nieczysty dręczył i popychał mnie do czynienia czegoś, czego nie chciałam. Od tamtej Mszy Św. czuję, że jestem wolna. Jezus przywrócił mi godność i podarował łaskę, której pragnęłam od lat.

Dziękuję Ci Jezu za Twoją zbawczą moc. Za to, że uwalniasz moje poranione życie. Chwała Panu.